Slow fashion- moja modowa rewolucja

środa, lipca 20, 2016

Lubie czytać książki. Kiedyś były to głównie romanse i wszystkie love story (do dzisiaj mam pokaźną kolekcję książek N.Sparksa) ale dzisiaj są to głównie poradniki. Przede wszystkim książki które inspirują, motywują i sprawiają że masz ochotę już 'od teraz' brać się do działania:) Nie wiem czy kiedyś doświadczyliście tego uczucia ale polecam! Nie wszystkie poradniki oczywiście takie są. Wręcz przeciwnie, nie które opisując cały trud włożony w osiągnięcie celu który potrafi nawet zniechęcić. Jak się sami domyślacie slow fashion dotyczy filozofii minimalizmu (kupuj mniej itp). Jesli chodzi o sam minimalizm- stał się na tyle popularny że chyba nie ma takiej osoby która by jeszcze o nim nie słyszała. Ja swoją przygodę z minimalizmem rozpoczęłam od czytania. Mam wszystkie książki D.Loreau (poza jedną) a także kilka mniej popularnych (wszystkie postaram się Wam przedstawić w kolejnych postach). Jak wtedy dzialał na mnie minimalizm? Przeczytałam książke i stwierdzilam super! Ale zamiast zabrac sie do dzialania i wprowadzenia zmian w swoje zycie, czas zlecial a ja najzwyczajniej w swiecie o tym zapomnialam. Jaki jest wniosek? Nie bylam gotowa na zmiany. Nie dostrzegalam trudnosci jakie sprawia posiadanie i gromadzenie duzej ilosci rzeczy dlatego ciezko bylo przemowic do rozsądku i zaczac ulatwiac swoje zycie. Aż do czasuuu :) 
W moim zyciu ostatnio nastapilo bardzo duzo zmian. Przede wszystkim zaczelam wierzyc, a nie tylko powtarzac we wszystkim znana prawde, ze czlowiek jest kowalem swojego losu. To nie przypadek, nie plecy, nie geny, nie los, nie znajomosci, nie pieniadze sprawiaja to jakie zycie prowadzimy. Wszystko zalezy tylko i wylacznie od nas. Im szybciej sobie to uswiadomimy, tym szybciej osiagniemy swoja wymarzona jakosc zycia. Moze ta droga zaczela sie u mnie wraz ze zmiana sylwetki? Moze dlatego ze odwazylam sie podjac kolejny krok, zaczac realizowac swoje marzenia i zainteresowania a tym samym rezygnujac z kontynuacji edukacji. Jedno jest pewne. Napewno mam inne, nowe, swieze podejscie do zycia, a co za tym idzie: ZMIANY ZMIANY ZMIANY:) 
Zaczelam wydaje mi sie od naprostszego elementu do zmiany, a mianowicie szafy :) Jesli chodzi o moja szafe reprezentuje wszystkie mozliwe style. W skrocie opisze Wam jakie bledy popelnialam i mozliwe ze wciaz bede popelniac bo proces zmian to niestety nie pstryknięcie palcami:
1. Nie mam swojego stylu, charakterystycznego dla mnie, z ktorym moglabym byc kojarzona. W mojej garderobie sa rzeczy 'modne', wszystkie te ktore pojawialy sie w sieciowkach podazajac za jakims trendem. Spodnie z wysokim stanem? są. Crop top? jest. Rozkloszowana spodniczka? nawet dwie. 
2. Pelna szafa, a tak naprawde nie mam sie w co ubrac. Oj znacie to.. Znacie to tak dobrze ze nie musze chyba tego wyjasniac. Wiecie kiedy mnie to dobija? Jak wypada okazja i trzeba cos na siebie wlozyc. Na swoja obrone 3 na 5 elementow musialam pozyczyc od siostry, a buty kupiłam kilka dni przed. 
3. Stare rzeczy, pomimo tego ze nieznoszone nie powinno sie nosic! tak myslalam. Przyznaje sie bez bicia ze powodem moich zakupow bylo to ze moja szafa mi sie nudzila. Pomimo tego ze lubialam swoje rzeczy (dlatego nigdy nie zdecydowalam sie ich pozbyc) to mimo wszystko zawsze chcialam cos nowego sobie sprawic. Wracajac do obrony. Wiecie jaka sukienke wlozylam? Z matury. Dokladnie ta sama ktora towarzyszyla mi 3 lata temu na egzaminie ustnym. Czy to nie wspaniale miec sukienke na takie okazje? Oczywiscie zanim doszlam do takiego wniosku to musialam obejsc kilka sklepow i sprawdzic czy nie znajde cos nowego. 
4. Nie potrafie pozbywac sie rzeczy. Jesli jakas koszulka zostala juz tyle razy znoszona ze wyglada w oplakanym staniem to i tak ja zostawie z mysla ze bedzie do spania, lub do jakis prac kolo domu. To samo sie tyczy sytuacji kiedy ktos obdarowuje mnie ciuchami. Nie odmawiam. Zawsze z wdziecznoscia dziekuje i ciesze sie o kilka nowosci. Najczesciej dostawalam  ciuchy od siostry w spadku. Pomimo tego ze spodnie czasem byly za waskie, koszulka ciut za krotka to i tak twierdzilam ze chociaz 'na raz' ale sie przyda. Lepiej miec wiecej niz mniej:) 

5. Kiedys schudne.. Ten problem bardzo obszernie poruszony jest w tej ksiazce. Ta przypadlosc zna prawie co druga kobieta. Duza czesc mojej garderoby lezala spokojnie z nadzieja doczekania sie tych 'lepszych czasow'. A to lekko zaciasne spodnie, zbyt opinająca sukienka. Na pewno beda wygladac rewelacyjnie jak tylko schudne. BŁĄD! Musimy posiadac ciuchy w ktorych czujemy sie swietnie tu i teraz! Niewazne czy mamy kilka kg na plus. Zrezygnuj w takim razie z kroju ktory Ci nie odpowiada i ktory nie sluzy Twojej obecnej sylwetce. W 21 wieku kazdy moze znalezc idealna ciuchy w kazdym rozmiarze.
6. Wyprzedaze, czyli pułapka na oszczędzanie. Mam problem z wydawaniem pieniędzy. Bardzo szanuje swoje pieniądze, często jakąś rzecz przeliczam na godziny pracy ile muszę pracować żeby sobie pozwolić na daną rzecz, dlatego często powstrzymuje mnie to przed drogimi artykułami. Stąd w mojej szafie duża liczba rzeczy bardzo niskiej jakości, ponieważ zostaly kupione po najniższej cenie lub na wyprzedażach. Wyprzedaze to naprawde straszna rzecz. Pod presją czasu (bo trwają bardzo krótko) nabywamy rzeczy, niby za okazyjną cenę np 30zl zamiast 100 ktore pozniej okazuje sie ze sa nam tak naprawde nie potrzebne. I zamiast zaoszczedzic 70zl, wydalismy niepotrzebnie 30! Slabe to oszczedzanie prawda?
7. Second handy- najwieksza ilosc nietrafionych zakupow pochodzila z sh. 2,3,5,7 zl to przeciez smieszne pieniadze za jakis ciuch. Jak tu sie nie skusic? Tylko taka jedna wyprawka po szmateksach moze nas kosztowac nawet 30-50zl a pozniej sie okazuje ze jednak rzeczy nie byly nam wcale potrzebne a skusila nas tylko cena pojedynczych artykulow. 
Przeczytanie tej książki otworzyło mi tak naprawdę oczy. Zapragnęłam takiego podejścia do mody jakie posiada autorka. Wyobrażacie to sobie że macie tak idealnie dopasowaną pod siebie szafę, że przydarza Wam się okazja a wy już w głowie potraficie stworzyć stylizacje? Na urodziny, na chrzest, na impreze z koleżankami czy na niedzielny obiad u babci? To musi być piękne uczucie mieć idealnie skrojoną spódnicę która z bluzką z kołnierzykiem tworzy elegancki zestaw, a ze zwykłym bawełnianym tshirtem nada się na wypad na kawę. To jest właśnie mój cel. Mieć w swojej szafie same ulubione rzeczy a nie tak jak do tej pory jedna bluzkę i jedne szorty które ledwo wyszły z prania a już w nim lądowały :) 



Dzięki książce zrozumiałam co to znaczy posiadać w swojej garderobie elementy bazowe. Często widujemy artykuły typu: 'co każda kobieta powinna mieć w swojej szafie', 'niezbędnik ubraniowy każdej kobiety'. Są to kłamstwa i brednie. Każda kobieta jest indywidualna. Dla jednej niezbędnikiem będzie mała czarna, biała koszula z kołnierzykiem i czarne szpilki. A dla mnie wręcz przeciwnie: lekka zwiewna spódniczka, czarny i biały tshirt a do tego baleriny. Jesli 5 na 7 dni w tyg spedzam na silowni, 2 dni pracuje w uniformie a na codzien uwielbiam szorty i tshirty to dlaczego bazowym przedmiotem maja byc dla mnie szpilki lub mala czarna? Niech szafa odzwierciedla nasze osobowosci i nasz tryb zycia. W ciuchy powinnismy sie ubierac a nie przebierac. Ksiazka rowniez otworzyla mi oczy jesli chodzi o jakos odziezy, lepiej miec jedna konkretna solidną rzecz aniżeli 7 tanszych odpowiednikow. Niestety do takiego podejscia napewno bede potrzebowac troche wiecej czasu.
Polecam ogromnie wszystkim tę książkę jesli czujecie ze straciliscie kontrole nad swoją garderobą. Mi wystarczył dzień na generalne porządki. Duża część rzeczy wylądowała w koszu ale jeszcze większa część została wystawiona na aukcje. Jeśli macie ochote oczyscic moje serducho z wyrzutow sumienia to serdecznie zapraszam Was do mojego profilu na vinted. https://www.vinted.pl/members/12920-majorka94 Ale pamietajcie: KUPUJCIE TYLKO TO CO JEST NIEZBEDNE DLA WAS :D 
Najlepsze w tym wszystkim jest to ze to dopiero poczatek przygody! Do dopiero jeden element ktory sprawil mi juz tyle frajdy! Przestalam czuc sie przytloczona przez swoje rzeczy. Wstajac rano, zerkam na swoj wieszak i widze wszystkie elementy powieszone w rownych odstepach od siebie. Znam swoje rzeczy na pamiec i nie moge doczekac sie co przyniesie czas:)
Oczywiscie na szafie sie nie skonczylo i w ruch poszly generalne porzadki w moim pokoju (ale to juz temat na osobny post). Przede mna jeszcze 2/3 domu i coś czuje ze te wakacje będą przełomowe! Jesli chcecie dzielić ze mną tą przygodę to zapraszam Was serdecznie to śledzenia bieżących postów!

Do usłyszenia!:*

You Might Also Like

5 komentarze

  1. U mnie też ta książka stała się kluczem do czystej szafy:) w wolnej chwili zapraszam do mnie chociaz ostatnio nie pisze.

    OdpowiedzUsuń
  2. Super! Mnie też motywują takie książki, a tę konkretną przeczytam na pewno. Ja też czytalam porady Loreau i lubie minimalizm, choc trudno pozbywac sie 'przydasiów'. PS mnie osobiscie motywuje tez chwilowa zmiana otoczenia. Po ostatniej podrozy mam mnostwo energii i planow, zaczne podobnie jak Ty kiedys- zmiana nawykow zywienioych i silownia. Plus iecrj asertynosci w kwestii pracy. Oby sie powiodlo. Powodzenia!;*

    OdpowiedzUsuń
  3. Świetnie znam tę książkę i niestety mam tak że nie potrafię się rozstawać ze swoimi rzeczami. Ostatnio jednak trochę rzeczy wyrzuciłam, bo i tak bym ich nie nosiła.

    OdpowiedzUsuń
  4. Świetny post, muszę chyba przeczytać tę książkę. :) Przez ostatni czas zauważyłam u siebie to samo co i Ty opisałaś w punktach, jednak staram się walczyć z tym i szukam siebie. Chyba idzie mi dobrze ;-)

    pozdrawiam, it's Nel (klik) :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Taka ksiazka moze zmienic nastawienie do zycia :)

    OdpowiedzUsuń