Razem będzie lepiej JOJO MOYES- recenzja

czwartek, października 13, 2016

Założę się, że większość z Was widziała, a jeśli nie to na pewno słyszała o filmie pt. Zanim się pojawiłeś. Pisałam o nim więcej w ulubieńcach miesiąca (http://majorka94.blogspot.com/2016/08/ulubiency-miesiaca-lipiec.html). Nie da się ukryć, że film odniósł ogromny sukces i takim sposobem bestsellerem stała się książka (o takim samym tytule) autorki Jojo Moyes, o której to właśnie adaptacji filmowej wspominam w ulubieńcach. Nie wiem, czy każdy z Was tak mam, ale jeśli najpierw oglądnę film to muszę się ZMUSZAĆ do przeczytania książki, na której film bazował. Aby właśnie uniknąć zabierania sobie przyjemności czytania, wybrałam inna pozycje Jojo Moyes pt. Razem będzie lepiej. 

Po tylu poradnikach których recenzje pojawiły się już na blogu, przeczytanie takiego pokaźnego romansidła stanowiło nie lada wyzwanie. Przyznam szczerze, że odzwyczaiłam się od czytania takich pozycji. Początkowo historia ciągnęła się jak flaki z olejem przedstawiając kolejnych członków rodziny i ich perypetie dnia codziennego. Książka ta opowiada o życiu młodej kobiety, która pracuje na kilka etatów starając się uporać z problemami finansowymi. Jej mąż- nieudacznik postanowił ich opuścić wykręcając się od alimentów, bo trzeba wspomnieć, że Jess ma córkę Tanzie (geniusza matematycznego), a także podjęła się wychowania pasierba- Nicky'ego (który odstaje od reszty społeczeństwa, tzn. lubi nosić makijaż i przebywać w samotności). Brakuje nam jeszcze jednego ważnego elementu tej historii, a mianowicie bogatego, przystojnego mężczyzny o imieniu Ed (któremu też życie zaczyna się walić). Jak można się domyślić drogi życiowe tak się pokrzyżowały, że tych dwoje (Jess i Ed) wpadają na siebie i wynika z tego głębsza relacja. On pomaga jej, ona pomaga jemu (służąc poradą i optymizmem) i  sugerując się tytułem Razem będzie lepiej, już od początku książki czytelnik jest w stanie przewidzieć jak to właściwie się skończy... (Powiem Wam szczerze, że zaskoczona brakiem happy endu Zanim się pojawiłeś spodziewałam się również jakiejś niespodzianki, ale trudno. W końcu szczęśliwe zakończenia też są fajne).
W takim razie dlaczego nie zrezygnowałam z czytania w połowie jeśli to wszystko wydawało się pozbawione sensu? A no już tłumaczę. Przede wszystkim, bardzo podoba mi się forma książki. Mamy grubo ponad trzydzieści rozdziałów, z których każdy opowiadany jest z perspektywy innej osoby. Na przykład najpierw opowiada to Jess, pomimo tego że młoda to już doświadczona życiowo kobieta, która przy każdej możliwej okazji musi oszczędzać. A następnie tą samą sytuację mamy opowiedzianą oczami nastolatka, który widzi inne aspekty sytuacji życiowych niż tylko finanse (to tylko jeden z przykładów).


 I kolejna sprawa to wartości. Pomimo tego, że historia ta wydaje się taka błaha to przekazuje naprawdę ważne wartości. Optymizm Jess zasługuje na ogromny szacunek. Pomimo czasem krytycznych sytuacji, nie poddaje się i wierzy w to, że wszystko będzie dobrze. A przede wszystkich wierzy w jedną bardzo ważną rzecz: Dobrym ludziom, przydarzają się dobre rzeczy (prędzej czy później). Kolejna kwestia to wartości rodzinne. Pomimo tego, że ta rodzina odbiega od modelu idealnej rodziny 2+1 to wciąż ukazuje wartości których brakuje nie jednej z pozoru 'idealnej' rodzinie. Znów możemy zaobserwować wsparcie i zrozumienie przybranego rodzeństwa. Taką małą kwestią (dla mnie również istotną) będąc w tematach rodzinnych jest też miłość do ich zwierzaka- ogromnego, obrzydliwego Normana:) Tak więc, jeśli czujecie, że jesteście w tarapatach, czujecie się nieudacznikami i ofiarami losu, zakładacie, że Wam się w życiu nic dobrego nigdy więcej nie przydarzy to koniecznie przeczytajcie tą pozycję! Książka podnosi na duchu i pokazuje jedną z większych prawda życia jaką jest sentencja: Karma Wraca (dobre działania wracają jako szczęście, złe natomiast powodują cierpienie).


Duży plus dla wydawnictwa między słowami za ostatnią stronę poświęconą klubom czytelniczym:) Jak się tak człowiek zastanowi nam tymi pytaniami to zapamięta na pewno na dłużej problematykę książki.

Do usłyszenia!

You Might Also Like

3 komentarze

  1. Czuję, że jestem jedyną osobą, która nie zna twórczości tej autorki. Filmu też nie widziałam :)

    OdpowiedzUsuń